Wsparcie finansowe w dosłownym tego słowa znaczeniu, gdyż jak donosi m.in. Gazeta Prawna mamy do czynienia z pierwszymi przypadkami rezygnacji z członkostwa w OFE i powrotu do ZUS.
Przez ostatnie dwa lata wokół OFE było sporo szumu. Głównie za sprawą słabych wyników inwestycji dokonywanych przez OFE. Oliwy do ognia dolała też sprawa wysokich opłat, jakie pobierają Otwarte Fundusze Emerytalne od wpłacanych składek. Sięgają one 7% w pierwszych latach od przystąpienia do OFE. Gdyby nie niedawna bessa, kwestie opłat nie byłyby tak drażliwe. Kiedy jednak okazało się, że OFE straciły po kilkanaście procent wartości zgromadzonych aktywów, podniósł się bunt i powstały zarzuty o to, że na OFE najlepiej zarabiają zarządzający. Pomimo, że tracą pieniądze przyszłych emerytów, dostają swoją prowizję.
Opłaty pobierane przez OFE stały się tematem na tyle poważnej dyskusji, że sprawa trafiła do sejmu. W marcu Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, która przewiduje obniżkę opłaty pobieranej przez OFE (do 3,5 proc.) od 2010r.
Wydaje się jednak, że to nie jedyny problem OFE. Nowym, jest wspomniana na początku rezygnacja pierwszych osób z członkostwa w OFE. Dzięki przepisom wydanym przez rząd niektóre osoby, np. kobiety urodzone w latach 1949-1954 mogą wrócić do ZUS. Podobnie mogą uczynić osoby przechodzące na wcześniejszą emeryturę. A tych w ostatnich 2 latach było bardzo dużo. Dzięki nowym przepisom z OFE zrezygnowało ok. 25 tys. osób. W porównaniu z ilością członków OFE (na koniec czerwca 2009r. było ich 14,1 mln) jest to kropla w morzu. Stanowi jednak sygnał, że jeden przepis otwiera drogę do zmian. Obecna ilość rezygnacji jest śladowa, ale wszyscy pamiętamy pomysł, aby zezwolić Polakom na całkowitą rezygnację z obowiązku uczestnictwa w OFE. Co to mogłoby oznaczać dla dalszego funkcjonowania OFE? Można sobie tylko wyobrazić masowy eksodus klientów liczonych w setkach tysięcy. Zwłaszcza obecnie, gdy OFE przynoszą straty. Groziłoby to zachwianiem całej idei działania OFE, powstałej w 1999 r. gdy w wyniku reformy emerytalnej stworzono słynne trzy filary emerytalne: I filar – ZUS, II filar - OFE, III filar – tzw. dobrowolne ubezpieczenie np. w towarzystwie ubezpieczeniowym, gdzie opłacamy samodzielnie składki zbierając na przyszłą emeryturę.
ZUS w opałach z otwartymi rękami przyjmie powracających członków
Kłopoty finansowe ZUS są znane od lat, choć należy przyznać, że nie wszystko można zrzucić na barki zmian demograficznych i rynku pracy. Niegospodarność i przerost zatrudnienia w ZUS są już niechlubną legendą. Wracając do sedna sprawy, Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), a dokładniej Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych (FUS) odpowiedzialnemu za wypłaty świadczeń emerytalnych zaczyna brakować pieniędzy. Sytuacja jest na tyle poważna, że w czerwcu ZUS musiał zaciągnąć pożyczkę krótkoterminową 200 mln zł, aby móc wypłacić na czas należne świadczenia emerytom i rencistom. Od dawna środki wpływające do kasy ZUS nie pokrywają potrzeb i konieczne są dotacje z budżetu państwa, który jak wiadomo jest coraz bardziej napięty. Jednym słowem wszyscy podatnicy dorzucają się do świadczeń obecnych emerytów. Problemy finansowe ZUS już w najbliższych miesiącach mogą spowodować niemożność wypłat świadczeń bez konieczności zaciągnięcia kilku miliardów złotych kredytów. Kredytów, które kiedyś trzeba będzie spłacić.
5 mln emerytów otrzymuje co miesiąc świadczenia w wysokości 8 mld zł. Na domiar złego, emerytów szybko przybywa. Tylko w ostatnich dwóch latach ich liczba urosła o ok. 550 tys. osób. Wiele osób w obawie przez utratą pracy wybiera wcześniejszą emeryturę. Dla zobrazowania ogromu wydatków warto zacytować dane FUS. Wzrost liczby emerytów o 250 tys. to 635 mln zł do wypłaty. Tymczasem w ostatnim roku ilość osób pracujących zmalała o ponad 200 tys. Pensje nie rosną tak szybko, a pracownicy coraz więcej chorują. To oznacza mniejsze wpływy, a większe wydatki.
W takiej sytuacji każda osoba, która opuści OFE i wróci do ZUS wydaje się cenną zdobyczą, choć w skali problemu niczego to nie zmieni. Bez drastycznych reform KRUS, zwiększenia aktywności zawodowej i wydłużenia wieku emerytalnego Polaków, ZUS czeka niechybna katastrofa.
Katastrofa przede wszystkim dla przyszłych emerytów, których świadczenia będą głodowo niskie, bo coraz mniejsza pula pieniędzy będzie musiała być dzielona na coraz większą ilość uprawnionych do świadczeń. Żyjemy coraz dłużej. Jak podaje GUS, kobiety średnio 80 lat, mężczyźni 71 lat. To dobra wiadomość dla nich samych, ale fatalna dla ich portfela. Świadczenia są bowiem obliczane na podstawie wskaźników. Im więcej lat spędzonych na emeryturze, tym dłużej państwo musi płacić świadczenia. Siłą rzeczy, aby kapitału starczyło na wiele lat, będą one coraz niższe. Kredyty zaciągane na ich wypłatę będą ciążyć na budżecie ZUS przez lata. Ponieważ emeryci i renciści świadczenia mają zagwarantowane w konstytucji, nie powinni czuć się zagrożeni. Obawy może rodzić jedynie ich wysokość. Często słyszeć można głosy, jak to ciężko mają emeryci. Pomimo tego, są oni jednak w znacznie lepszej sytuacji, niż będą emeryci z najbliższych lat.
Jeśli prowadzisz blog o tematyce
gospodarka / ekonomia
i pragniesz publikować wpisy na MaxMoney.pl
wyślij maila na adres blog@maxmoney.pl