finanseosobiste.pl
goldenProfil
Subiektywnie o gospodarce, finansach, polityce.

2009-07-06 22:59:03

Tysiące emerytów tonie w długach, doniósł Puls Biznesu. Sprawa jest raczej zadziwiająca w dobie znacznego ograniczania przez banki akcji kredytowej. Nie mniej jednak ok. 80 tys. emerytów i rencistów winnych jest bankom 8 mld zł. Co na to banki? Trudno, aby nie zauważały problemu. Póki co, udzielają emerytom kolejnych kredytów na spłatę starych. W ten sposób powstaje błędne koło, a kolejne osoby popadają w pętlę zadłużenia, z której bez pomocy z zewnątrz nie sposób wyjść.

Mleko zostało wylane. Teraz pora na wyciągnięcie wniosków i stworzenie szczelniejszego systemu weryfikacji najstarszych kredytobiorców. Obecny system przypomina bowiem sito.

Należałoby postawić pytanie, na co liczą banki? Czy udzielając kolejnych kredytów nie widzą czynników zagrożenia, które mogą przeszkodzić klientowi w spłacie? Te czynniki to przede wszystkim:

- choroba - rosną wówczas wydatki na leczenie i leki, a tym samym maleje dochód rozporządzalny, - śmierć kredytobiorcy - spłatą kredytu należy wówczas obciążać spadkobierców klienta, o ile wcześniej ci nie zrzekną się prawa do spadku, a tym samym do długów. W takim wypadku kredyt jest praktycznie stracony. Trudno oszacować, ilu emerytów informuje najbliższych o swoich kredytach. Można sobie tylko wyobrazić miny niczego nie świadomych członków rodziny, gdy po śmierci matki lub ojca do drzwi zapuka listonosz z informacją o przejęciu długu. Czyżby banki były na tyle perfidne, aby właśnie na to liczyć?

Liberalne podejście może być bardzo kosztowne Część banków traktuje emerytów wyjątkowo łagodnie. Mocne strony emeryta - klienta to zazwyczaj: - stałe źródło dochodów, - przyzwyczajenie do sumiennego regulowania zaciągniętego długu, - zdrowy rozsądek. Emerytów trudno posądzić o lekkomyślność. Raczej nie wydają kredytu na drogą wycieczkę czy telewizor plazmowy. W większości przypadków podreperowują nim domowy budżet. A obecny system bankowy wyraźnie im sprzyja.

Emeryci nie podlegają ocenie tzw. zdolności kredytowej? Przy temacie kredytów nieodłącznym czynnikiem wpływającym na to, czy klient dostanie kredyt, a jeśli tak, to jakiej wysokości, jest ocena tzw. zdolności kredytowej. Mówiąc najkrócej bank na podstawie danych o dochodach i wydatkach klienta ustala na jaką kwotę kredytu klient może sobie pozwolić. Różnice pomiędzy poszczególnymi bankami w tym względzie są ogromne. W skrajnych przypadkach ten sam klient w jednym banku może otrzymać nawet 1,5 razy większy kredyt niż w innym.

Pożyczanie ma swój kres. Zadłużanie ponad stan ma swój punkt krytyczny. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym powinien być wskaźnik: suma rat do wysokości przychodów. Cytując informacje zawarte w Pulsie Biznesu okazuje się, że niekiedy mamy do czynienia w sytuacjami wręcz absurdalnymi. Mianowicie emeryt płaci raty wyższe niż comiesięczna emerytura. Rekordziści mają zaciągnięte jednocześnie 10-15 kredytów w kilku bankach.

Jakim cudem zatem dostawali kolejne kredyty? Regularna spłata to jedno, ale suma rat to drugie. Część banków z pewnością pomija ten drugi czynnik i opiera się jedynie na ogólnej opinii Biura Informacji Kredytowej sprawdzając, czy klient regularnie reguluje swoje zobowiązania. Jeśli opinia jest pozytywna, klient często otrzymuje kredyt. Może pora wprowadzić bardziej szczegółowe informacje do raportów o klientach? Nie można opierać się tylko na opinii z BIK, zwłaszcza w przypadku osób, pobierających bardzo niskie świadczenia. Bank ma o wiele większe pole manewru w przypadku klienta 30-letniego niż osoby w podeszłym wieku, która jeśli straci pracę to ze znalezieniem nowej może mieć duży problem. Poza tym osoba młoda może zaciągnąć kredyt na kilka lat dłużej, aby zmniejszyć raty. Może skorzystać ze wsparcia żony/męża lub poszukać dodatkowego płatnego zajęcia. Jednym słowem ma szersze pole manewru i czas na spłatę długu, którego często nie mają już osoby w podeszłym wieku.

Wina leży po dwóch stronach ze wskazaniem na banki. Kredyt na dowód, kredyt w 15 minut, kredyt na oświadczenie, kredyt dla emerytów. To najpopularniejsze hasła reklamowe ostatnich lat namawiające do zaciągnięcia kredytu gotówkowego. Wiele osób uległo magii łatwo dostępnych pieniędzy. Do pewnego momentu wszyscy byli zadowoleni. Klient miał pieniądze, a bank odsetki. Gdy zaczynało brakować na spłatę, szło się do innego banku, i tak dalej, i tak dalej. Wszystko zaczęło się trzy lata temu, a więc w okresie boomu gospodarczego z lat 2006-2007. Poluzowanie warunków kredytowania spotkało się nadmiernym, jak się dziś okazuje, odzewem klientów.

Gdzie jest Komisja Nadzoru Finansowego? KNF wydaje kolejne rekomendacje S, ograniczające udzielanie kredytów hipotecznych, a tymczasem pod bokiem urósł jej nie lada problem. Problem o tyle istotny, że dotyczy specyficznego klienta. W zdecydowanej większości przypadków emeryci biorą kredyty w dobre wierze. Regularności spłat można im pozazdrościć. Z drugiej jednak strony, przez ewidentne dziury w systemie weryfikacji wpadają w poważną pułapkę. Trudno od nich oczekiwać znajomości bankowych procedur. Ich interesuje kredyt. To rolą banków jest ostrzegać klientów oraz, co z pewnością nie jest miłe dla tych drugich, odmawiać udzielenia kolejnych kredytów. Odmawiać nie w sytuacji, gdy klient ma 10 kredytów i chce 11, bo nie ma już na spłatę poprzednich, ale znacznie wcześniej, np. przy zaciąganiu 3-ego. Wówczas jest jeszcze szansa na zatrzymanie spirali zadłużenia i chociażby zrestrukturyzowanie zadłużenia na tańsze. Można tu powołać się na prostą argumentację. Bank odmówił Panu/Pani kredytu ze względu na sumę rat płaconych w innych bankach. Owa suma nie może przekraczać 50% Pana/Pani comiesięcznych świadczeń. Możemy zaproponować kredyt refinansowy pozwalający zmniejszyć sumę rat, ale kolejnego nie możemy zaoferować. Chyba, że przyprowadzi Pan/Pani poręczyciela z rodziny. Wówczas dochody będziemy mogli łączyć zwiększając zdolność kredytową. Na chwilę obecną tyle możemy zaoferować.

Ile banków stawia sprawę w ten sposób? Żądza zysku z wysoko oprocentowanych kredytów przysłania rosnący balon zadłużenia. Jego pęknięcie odbije się rykoszetem na stanie kredytowego portfela banków, a tym samym za spadek zysków banków przyjdzie zapłacić pozostałym klientom. Nie zdziwi nikogo podwyżka opłat i maksymalne windowanie oprocentowania. Tylko jak długo uda się tłumić problem? Wiedza finansowa Polaków, mówiąc delikatnie, pozostawia wiele do życzenia. Bez niej łatwo popaść we wszelkiego rodzaju pułapki. W starciu z machiną, jaką jest bank, klient ma marne szanse, tym bardziej, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem, bo przecież klient samodzielnie podejmuje decyzję. Nikt go nie zmusza do brania kredytu. Wiedza na temat finansów osobistych byłaby w wielu przypadkach pomocna. Szkoda tylko, że musimy czekać na decyzje nadzoru finansowego i innych urzędów regulujących pracę instytucji finansowych, które wprowadzą stosowne ograniczenia np. w udzielaniu kredytów dla emerytów i rencistów.

Edukacja finansowa, o której tak często się mówi jest w opłakanym stanie. Od czasu do czasu temat powraca, ale zazwyczaj na kilku konferencjach i wydaniu raportu z nich wszystko się kończy. Problemy zaś nie tylko pozostają, ale cały czas rosną.

Komentarze (0)
Imię / Nick
Email
Treść
captcha
Przepisz z obrazka